Moi Drodzy.
Dzisiejsza liturgia słowa prowadzi nas w sam środek serca Boga — serca, które nie pozostaje obojętne wobec człowieka. W Księdze Wyjścia Pan przypomina Izraelowi: „niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie”. To niezwykle czuły obraz Boga, który nie tylko wymaga, ale najpierw ratuje, podnosi i prowadzi. Nasza wiara nie zaczyna się od obowiązku, lecz od doświadczenia, że jesteśmy przez Boga odnalezieni, ocaleni i wybrani. Bóg nie patrzy na swój lud jak na tłum anonimowych ludzi, ale jak na własność drogocenną, jak na lud święty, który chce mieć blisko siebie.
Święty Paweł w Liście do Rzymian prowadzi nas jeszcze głębiej: mówi, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami. To jedno z najpiękniejszych zdań całego Nowego Testamentu. Bóg nie pokochał nas dopiero wtedy, gdy staliśmy się lepsi, bardziej uporządkowani czy bardziej godni. On umiłował nas wtedy, gdy byliśmy słabi, bezradni, poranieni i pogubieni. To znaczy, że fundamentem chrześcijaństwa nie jest nasza doskonałość, lecz Jego miłosierdzie. Nie zbawia nas nasza siła, ale Jego łaska. Nie niesie nas nasza świętość, ale Jego miłość, która wyprzedza każdy nasz krok ku Niemu.
W Ewangelii widzimy Jezusa, który patrzy na tłumy i lituje się nad nimi, bo są „znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza”. To wzruszające, że pierwszą reakcją Jezusa na ludzki ból nie jest osąd, lecz współczucie. On naprawdę widzi człowieka. Widzi zmęczenie ukryte za uśmiechem, lęk schowany w codziennych obowiązkach, samotność, której nikt nie zauważa, i ciężar, którego nie da się wypowiedzieć słowami. Jezus nie przechodzi obok tego obojętnie. I właśnie dlatego mówi: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. Te słowa nie są jedynie wezwaniem do modlitwy o powołania kapłańskie czy zakonne, choć i o to mamy gorliwie prosić. To również pytanie skierowane do każdego z nas: czy jestem gotów stać się dla drugiego człowieka znakiem Bożej obecności, pocieszenia i nadziei?
Każdy ochrzczony jest w pewnym sensie posłany. Nie wszyscy staną przy ołtarzu, nie wszyscy będą głosić kazania, ale każdy może nieść Ewangelię przez dobroć, cierpliwość, przebaczenie, wierność, uczciwość i obecność przy drugim człowieku. Dzisiejsze słowo przypomina nam, że Kościół nie jest wspólnotą ludzi doskonałych, ale wspólnotą ludzi posłanych — tych, którzy sami zostali dotknięci miłosierdziem i dlatego mogą nieść je dalej. Prośmy więc Pana, aby obudził w nas serca wrażliwe, oczy dostrzegające potrzebujących i dłonie gotowe do służby. Niech w naszej parafii nikt nie czuje się obcy, pominięty czy zapomniany. Niech każdy spotka tu spojrzenie Chrystusa pełne czułości i prawdy.
Na tę niedzielę i cały nadchodzący tydzień życzę Wam, abyście na nowo odkryli, że jesteście ludem Pana i owcami Jego pastwiska; że Chrystus umiłował Was nie za coś, ale pomimo wszystkiego; i że każdy z Was może stać się narzędziem dobra tam, gdzie żyje. Niech Pan błogosławi Waszym rodzinom, Waszej pracy, Waszym troskom i nadziejom.
Twój Proboszcz.