Dzisiejsza Ewangelia zwraca naszą uwagę na postawę, z jaką stajemy wobec Boga. Często nie różni się ona od tej, z jaką stajemy wobec bliźnich – bywamy pełni pretensji, własnych pomysłów na rozwiązanie problemów, uważamy, że nam się coś należy. Naprzeciw Pana Jezusa wyszli trędowaci i z daleka wołali o litość nad nimi. Zapewne mieli na myśli prośbę, aby ich uzdrowił, ale wołanie o litość jest dużo szersze i zakłada zaufanie Bogu, że da nam to, co dla nas jest najlepsze. Ulitowanie się nad cierpiącymi, schorowanymi, nie zakłada przecież całkowitego uleczenia, ale również odpowiednią pomoc, czyjeś towarzyszenie, zdolność zniesienia cierpienia. Często w naszej modlitwie podajemy Bogu gotowy pomysł na rozwiązanie naszych bolączek, a potrzeba po prostu zaufać Jego obecności i temu, że poprowadzi nas odpowiednią drogą. Kolejna kwestią jest umiejętność bycia wdzięcznym, nie tylko Bogu, ale w ogóle. Zatracamy tę umiejętność, będąc zapatrzonymi w siebie i stawiając siebie w centrum. Często nakazujemy, rzadziej prosimy, a sporadycznie umiemy podziękować. To bardzo przykre, jeśli otrzymujemy, a nie wyrażamy wdzięczności. Stajemy się pretensjonalni i zgorzkniali, w konsekwencji samotni.
Ks. Michał Turkowski