U podnóża krzyża nie było nic królewskiego.
Była krew, szyderstwo i ciemność.
A jednak właśnie tam objawiło się Królestwo – nie takie, które zdobywa się mieczem, lecz takie, które przywraca życie tym, którzy już nie mają żadnej nadziei.
W dzisiejszej Ewangelii jedynie człowiek skazany na śmierć – złoczyńca, który nie miał już nic – wypowiedział słowa wiary, jakich nie odważyli się wypowiedzieć ani żołnierze, ani przywódcy, ani tłum:
„Jezu, wspomnij na mnie…”
To krótkie wołanie otworzyło bramę Królestwa. To wołanie, bez którego Bóg nie naruszy wolnej woli człowieka, bez ktorego nie przyjdzie do niego na siłę…
Nie przez zasługi, nie przez osiągnięcia, nie przez dobre imię – ale przez stanięcie w prawdzie a następnie unzanie wielkości i doświadcznie miłości Boga.
Chrystus jest Królem, który nie żąda hołdu, lecz przebacza.
Nie panuje okazując władzę, lecz miłość.
Nie przygniata prawem, ale naprawia serce.
Nie prowadzi do triumfu nad innymi, lecz do zwycięstwa człowieka nad własnym grzechem, lękiem, winą i pustką.
To nie jest królestwo zbudowane na sile –
to królestwo, w którym złamani odnajdują sens, a ci, którzy się zgubili, odnajdują drogę.
Dziś Pan zaprasza nas do tego samego szeptu, który ocalił łotra:
„Wspomnij na mnie…”
Właśnie tak zaczyna się wejście do Jego Królestwa:
od prostego uznania, że bez Niego nie umiemy żyć w pełni.